niedziela, 11 listopada 2018

Precz z Facebook!

Skoro Facebook mnie nie chce, to i ja go nie chcę!  Precz z Facebook!!!

Ponad miesiąc temu poraziła mnie informacja o planowanym zamknięciu portalu społecznościowego Google+. Nie był to zbyt popularny w Polsce portal (w sumie jeszcze jest, choć jego dni są policzone), ale ja go lubiłem, bo odpowiadał mi pod względem formy i umożliwiał kontakty z innymi ludźmi. Szczególnie zależało mi na wymianie zdań z innymi kolekcjonerami płyt, bo ich gromadzenie i słuchanie muzyki od dawna jest moją życiową pasją.

Z tego powodu, dokładnie miesiąc temu, postanowiłem zarejestrować się na portalu Facebook. Była to decyzja wymuszona zamknięciem G+. Gdy w 2015 r. tworzyłem swoje konto na tym ostatnim portalu, to wcześniej zorientowałem się także w możliwościach Facebooka. Po dokładnej analizie doszedłem jednak do wniosku, że Facebook nie odpowiada mi pod różnymi względami. Najbardziej irytował mnie wymuszony system polubień.

Moja rejestracja na Facebooku miesiąc temu poszła gładko. Podczas niej podałem swoje dane osobowe, a także przesłałem zdjęcie. Jednak już następnego dnia portal ten zażądał ode mnie drugiego zdjęcia do weryfikacji. Także go posłałem. Pomimo tego, na trzeci czy czwarty dzień po rejestracji wyświetlił mi się komunikat, ze zostałem zablokowany na tym portalu. Obecnie od tego faktu minął miesiąc i nadal nie mam do niego dostępu. Pisałem oczywiście odwołania, ale nic to nie dało.

Bardzo się tym zirytowałem, bo nie opublikowałem na tym  portalu nawet słowa. Przez pierwsze kilka dni byłem tym faktem załamany, a przez kolejne kilkanaście wkurzony. Obecnie już pogodziłem się z tym, że Facebook z jakichś nie znanych powodów mnie nie chce. Ale trzeba mieć swój honor i jak człowieka gdzieś nie chcą, to także nie chcieć tam być. Więc ja już także nie chcę być na tym przefajnym portalu. Serdecznie pitolę ten portal i życzę mu wszystkie dobrego „inaczej”.

Po informacji o zamknięciu G+ odnowiłem też swoje konto na Bloggerze, gdzie byłem od 2011 r., ale faktycznie go nie używałem. Postanowiłem, że to właśnie na nim będę publikował swoje przemyślenia i chwalił się swoimi nabytkami płytowymi. Nawiasem mówić, Koleżanka z pracy, już wcześniej wielokrotnie zwracała mi uwagę na fakt, że moje wpisy na G+ przypominały raczej blog niż typowe wpisy społecznościowe.

W sumie nie jest więc źle, bo mam bloggera gdzie mogę publikować swe przecudne myśli, gdy w przeszłości pisałem różne teksty do szuflady. Jedynie czego mi szkoda, to utraty bezpośredniego i szybkiego kontaktu z osobami czytającymi moje teksty czy oglądającymi moje foto. Ale z drugiej strony także nie żałuję tego aż tak bardzo, bo doświadczenie z użytkowania G+ wskazuje, że te kontakty z portali społecznościowych są bardzo płytkie. W większości wypadków ograniczają się do wzajemnego lajkowania udostępnianych treści. Oczywiście jest to przyjemne i daje wrażenie posiadania „bratnich dusz”, ale to tylko złudzenie podtrzymywane przez interesowność każdego z uczestników (plusik za plusik).

Przy okazji poszukiwania alternatywnych kanałów pomocnych do promocji swojego bloga a także publikacji pewnych innych treści założyłem konta na Instagramie, Twitterze i Photoblogerze. Pierwszy z wymienionych portali mi nie odpowiada, gdyż służy wyłącznie do publikacji zdjęć z telefonów komórkowych, a to mnie kompletnie nie interesuje. Z tego powodu w najbliższym czasie zlikwiduję na nim swoje konto. Dwa pozostałe także nie spełniają moich oczekiwań, ale uznałem że Twitter może się niekiedy przydać do publikacji niektórych moich przemyśleń , a Photoblog do publikacji zdjęć.

W moim odczuciu polska wersja Twittera jest niedopracowana, a jego obsługa mało intuicyjna, niezrozumiała i ogólnie nieprzystępna. To miejsce szczególnie upodobali sobie polityczni agitatorzy o różnej proweniencji do prezentacji swoich złotych myśli. A jak wiadomo, polityk kłamie, kiedy tylko otwiera gębę.

Z kolei Photoblog jest portalem fotograficznym na którym w równym stopniu dominuje narcyzm tzw. przeciętnych uczestników publikujących swoje portrety i dziwactwa oraz arogancja promujących się tutaj młodych głodnych sukcesu zawodowych fotografów.

Od dawna mam też konto na Linkedin, a więc opiewanym przez różnych fachowców profesjonalnym portalu służącym do przedstawiania się pod względem zawodowym. Po przeczytaniu profesji i dorobku promujących się tutaj osób można dojść do wniosku że cały świat jest pełen geniuszy i ludzi sukcesu – a przecież tak nie jest. Jednak tym co najbardziej wnerwia w tym ostatnim portalu jest jego wyjątkowo toporny wygląd i obsługa. Zastosowane tutaj rozwiązania przypominają najbardziej kuriozalne wynalazki rodem z mrocznych czasów stalinowskiego komunizmu. 

Foto pochodzi z portalu Pixabay.

1 komentarz:

  1. Polecam aplikację Discord, choć panuje tam tendencja do używania przede wszystkim nicków, a nie realnych nazwisk

    OdpowiedzUsuń

Dobre słowo od polskiej prawicy na Boże Narodzenie

  Jezus Żydem! Puknij się w czoło ty lewacka kurwo! Jesus is a Jew! Knock yourself on the forehead, you leftist whore!