czwartek, 16 maja 2019

Google+ - wspomnienie członka nieistniejącej sieci


Google+ to serwis społecznościowy firmy Google LCC istniejący od 28 VI 2011 do 2 IV 2019 r. Występował on także pod nazwami: Google Plus lub G+. Stworzono go jako alternatywę dla Facebooka i faktycznie przez pewien czas był on drugim największym tego rodzaju serwisem na świecie. Problem polegał na tym, że portal ten nie pozyskał dla siebie zbyt wielu zwolenników. W czerwcu 2018 r. należało do niego ok. jedynie 111 mln członków, gdy w tym czasie Facebook miał ok. 2,2 mld aktywnych członków. Jeszcze większym problemem G+ było to, że był on portalem „martwych dusz”, a więc osób które jedynie zarejestrowały się na nim, ale nie były jego aktywnymi członkami. Ja osobiście lubiłem ten portal, bo z wielu względów bardziej odpowiadał mi niż np. Facebook, ale moje preferencje nie miały znaczenia w globalnej ocenie tego serwisu.

Aktywnym uczestnikiem Google+ stałem się w październiku 2015 r. Do października 2018 r. dokonałem na tym portalu kilkuset wpisów a także pozyskałem 195 obserwatorów. To niebyt wiele zważywszy na fakt, że niektórzy z moich rozmówców mieli nawet po 1500 obserwatorów. Mnie nie zależało aż na takiej ilości stąd wielu osób, pomimo zaproszeń z ich strony, nie dodawałem do „obserwowanych”.

Z tych moich 195 obserwatorów tak naprawdę utrzymywałem jako taki kontakt z ok. 10 osobami. Byli to ludzi z Polski i innych krajów, kobiety i mężczyźni w różnym wieku. Przeważnie te osoby na obserwacji których mi najbardziej zależało, to byli fani muzyki i jej kolekcjonerzy. Z kolei kobiety to były głównie miłośniczki architektury, pejzaży, kwiatów i życia codziennego lub też ludzie szukający jedynie rozrywki w komunikacji z innymi osobami.

Najbardziej ceniłem sobie przynależność do zamkniętego kręgu What's in your music collection? („Co nowego w twojej kolekcji muzycznej?”) grupującego kolekcjonerów fizycznych nośników dźwięku. Założył go i zasady jego działania ustalił Brytyjczyk Phil Aston. Przez trzy lata publikowałem tam co tydzień jedną zawsze najbardziej nową płytę jaką kupiłem. Najbardziej aktywnym uczestnikiem tej grupy – poza mną – byli: Phil Ashton (miłośnik klasycznego rocka), Charlie White (miłośnik czarnych brzmień i jazzu), Even Spot (wielki miłośnik Alice’a Coopera), Aaron Thompson (miłośnik klasycznego rocka). W tej grupie jedynie ja i Even Spot byliśmy zwolennikami płyt CD, reszta zbierała głównie płyty winylowe. Charlie White także kupował niekiedy płyty CD, ale z reguły były to wyszukane wydania Delux Editon lub też specjalne wydania kompaktowe o podwyższonej jakości dźwięku np. wykonane w technice SACD. Przez pewien czas aktywnym uczestnikiem tego forum był też Diego Carmago zbierający klasykę rocka, w tym także płyty polskich wykonawców, a także Black QuickSand – miłośnik Black Sabbath i hard rocka lat 60. i 70.

Z Black QuickSand niekiedy dyskutowałem a nawet należałem do stworzonego przez niego forum „Hard&Heavy 60s 70s 80s”. Black był mniej więcej w moim wieku mieszkał w USA i miał jakieś tam bliżej niesprecyzowane polskie korzenie. Widać też było, ze jest dość religijny. Dobre relacje miałem też z Hiszpanem, czy może Baskiem Roberem Etxebarria który udzielał się głównie nie na forum „Siete Pulgades [7”]” i zbierał winyle i single winylowe. Przeważnie była to nieznana mi muzyka rockowa z Hiszpanii, głównie punkowa i nowofalowa.

Inne osoby z którymi niekiedy wymieniałem się poglądami o muzyce i bieżących sprawach to: Andrzej N., Radek R., Janusz Sz., Bartosz G.. Z kolei z osobą występująca pod pseudonimem Amadeusz (poezja, erotyka) dyskutowałem niekiedy o sprawach ogólnych.

Natomiast jedynie nawzajem lajkowałem się z następującymi osobami: Nefertiti Scott (prezentacja swojej osoby), Ercambu (? – grafika komputerowa), Rayka Bg (Bułgaria – prezentacja swojej osoby), Władimir Dunajew (muzyka), NexNexNex (Polska – patrotyzm, lotnictwo, marynarka), Doka Doka (Serbia – krajobrazy, architektura), Mark DeMartino (muzyka), Leon Night (muzyka), Roberto Pereira (muzyka), James Anderson (muzyka), Odbitka Próbna (fotografia), ben sam (różne tematy), votoja cz (krajobrazy Czech, kolej), Jakaminen A (progresywny rock), Wanda R-K (różne tematy), Hasio Sznup (tematy śląskie), Olga Rosa Marna (tematy czeskie i feministyczne), Dalia (architektura i zwyczaje z Izraela), Ognjen Dukić (krajobrazy Serbii i byłej Jugosławii), Ana Pinto de Barros (muzyka i tematy żydowskie), Władimir Szestenkow (muzyka), Aleksej Slencow (muzyka), Anita Grey (muzyka), William Carmago (krajobrazy Kolumbii), Terese Dudek (przypadkowe tematy, Racibórz), Martin Muemken (muzyka), Justy Smith (black metal), Ar-paeZong (muzyka), Diane Beckett (krajobrazy).

Podobnie do innych tego rodzaju serwisów znajomości zawierane za pośrednictwem G+ były w większości dość powierzchowne. Uczestnicy tej platformy przeważnie nie byli szczerzy wobec siebie i często unikali podania nawet swoich prawdziwych danych osobowych. Jak więc mieć zaufanie do kogoś, kto nie chce nawet powiedzieć jak się nazywa? Ale to także problemy innych portali społecznościowych. Ludzie cieszą się, że mają a nich wielu przyjaciół, gdy faktycznie nie mają tam nikogo na kim można by polegać a już zwłaszcza liczyć na pomoc w trudnej sytuacji.

Google+ było świadome nikłego zainteresowania swoim portalem, stąd od pewnego czasu go nie rozwijało. Przypuszczalnie te zaniedbania doprowadziły do luki w zabezpieczeniach, z powodu których w latach 2015-2018 doszło w nim do wycieku danych osobowych na niespotykaną skalę. Ujawniony skandal przyspieszył decyzję o zamknięciu portalu, co ogłoszono w październiku 2018 r. Pierwotnie planowano to na lato 2019 r., ale ostatecznie nastąpiło to już z dniem 2 IV 2019 r. 

Foto pochodzi z portalu Pixabay.

środa, 27 marca 2019

Brexit – nieustający coraz nudniejszy serial

  Czy się to komuś podoba, czy nie, to naczelnym tematem w Europie w ostatnim czasie jest kwestia opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Mnie to zagadnienie jedynie średnio interesuje, choć martwię się o to jak w wypadku faktycznego wyjścia WB z UE będą wyglądały zakupy na brytyjskim e-bayu?

Jako historyk z wykształcenia uważam, że doprowadzenie do referendum i brexitu przez klasę rządzącą w WB w czerwcu 2016 r.  było jedną z najbardziej niefortunnych decyzji jakie podjęto w Europie po 1945 r. Uważam, że brexit przyniesie wiele szkody w Europie i na świecie, bo osłabi zarówno WB jak i UE. Oczywiście WB jest krajem na tyle zorganizowanym i bogatym, że przetrzyma to odseparowanie się od reszty Europy, ale czy przetrzymanie było głównym celem ludzi, którzy do niego doprowadzili? Moim zdaniem - na pewno nie.

Według różnych danych brexit był skutkiem kilku kluczowych czynników: 1) historycznej chęci WB do izolacji i przedkładania interesu własnego nad inne, 2) propagandy antyeuropejskiej przedstawicieli kapitału spekulacyjnego i wielkich monopolistów, 3) knowań rosyjskiego wywiadu (a może i amerykańskiego) zmierzającego do osłabienia konkurencji Unii Europejskiej, 4) pozyskania przez zwolenników brexitu najmniej świadomych i wykształconych grup brytyjskiego społeczeństwa, w tym ludzi starszych zmęczonych napływem do ich kraju obcokrajowców (w tym Polaków) i nadal wierzących w mocarstwową pozycję WB. Poniżej moje odpowiedzi – oczywiście maksymalnie skrócone -  na te kluczowe kwestie.

Wielka Brytania w ciągu dziejów wielokrotnie ujawniła się jako kraj nie przebierający w środkach aby jedynie jej interes był na pierwszym miejscu. Z tego powodu nie zawahała się zbudować pierwszych w dziejach obozów koncentracyjnych dla ludności cywilnej podczas wojny burskiej, doprowadzić we współpracy z Francją i Rosją do I wojny światowej, czy sprzedać krajów Europy Wschodniej Stalinowi w końcowej fazie II wojny światowej.

Wielki kapitał spekulacyjny w WB nie był zadowolony z coraz większych regulacji rynku finansowego w EU, co nasiliło się zwłaszcza po światowym kryzysie finansowym w 2008 r. Ludzie wielkiej finansjery byli niezadowoleni z tego faktu i widząc, że nie zanosi się na zmianę poluzowania dla nie w pełni transparentnych operacji finansowych w UE postanowili poprzeć ideę brexitu. Jednym z nich był Nigel Farage znany głównie jako szef eurosceptycznej Partii Niepodległości, ale wcześniej prowadzący ożywioną działalnością maklerską o charakterze spekulacyjnym. Z kolei przykładem wielkiego monopolisty, który poparł brexit jest Rupert Muroch będący głównym graczem na globalnym rynku mediów i mający za tym pośrednictwem znaczący wpływ na poglądy milionów ludzi. Jemu nie spodobały się plany UE zmierzające do ukrócenia nieograniczonej władzy wielkich przedsiębiorstw monopolistów bogacących się kosztem milionów zwykłych ludzi.

Z kolei ciche i bardzo sprytne działania Rosjan popierających brexit wynikały z chęci osłabienia UE, a przy okazji także WB, oczywiście wszystko to we własnym interesie. Przeważnie odbywało się to poprzez dwulicową propagandę w mediach społecznościowych, ale także przez rosyjskich miliarderów na stałe mieszkających w WB i dysponujących niektórymi brytyjskimi mediami i klubami piłkarskimi. Pośrednio osłabienie UE było też na rękę Stanom Zjednoczonym, gdyż w ostatnich latach wyrosła ona na globalnego konkurenta Ameryki w świecie – przynajmniej w gospodarce.

Zwolennicy brexitu za pośrednictwem mediów i kłamliwej propagandy przedstawiali WB jak o kraj opanowany przez obcych, przez co pobudzali nacjonalistyczne zapatrywania części ludności. Było to szczególnie łatwe w grupie brytyjskiego lumpenproletariatu, a więc osób najmniej wykształconych, często o szowinistycznym podejściu do innych ludzi, za to żyjących z zasiłków i nie przyjmujących do wiadomości faktu globalizacji i konieczności podołania międzynarodowej konkurencji w różnych dziedzinach. Dla tej grupy głównym wrogiem stali się nagle przyjezdni pracowni z Europy Wschodniej, a zwłaszcza Polacy. Napływ obcych, a także tęsknota za dawnym imperium była głównym motywem poparcia idei brexitu przez starsze pokolenie.

Wszyscy oni jakby nie przyjmowali do wiadomości, że świat się znacząco zmienił przez ostatnie 100 lat i dawne kolonie brytyjskie w Azji Wschodniej, np. Indie są już nie tylko państwami samodzielnymi, ale zaczęły dążyć do osiągnięcia statusu mocarstw światowych. Faktycznie taki status już osiągnęły Chiny, z którymi muszą liczyć się nawet takie dawne potęgi jak USA.

Rządzący od dłuższego czasu w WB konserwatyści zamiast zdusić w zarodku te niebezpieczne tendencje sami zaczęli je podsycać licząc na wzrost notowań własnej partii. Te ich egoistyczne plany doprowadziło to do wspomnianego referendum i decyzji o wyjściu WB z UE. Jednak jak widać brytyjskiej elicie politycznej jakoś nie spieszy się do tego wyjścia, bo ciągle go przeciągają. Powodem tego jest fakt, że nie spodziewała się ona, że aż tak źle na tym wyjdzie jak to się praktyce rysuje. Nie spodziewała się też tak dużej solidarności pozostałych krajów tworzących UE. Ale trudno się dziwić – każdy z krajów jaki w niej pozostał ma wiele do stracenia. Godne uwagi jest też masowe poparcie wielu milionów bardziej wykształconych i świadomych Brytyjczyków dla pozostania ich kraju w UE.

Myślę, że najlepiej by było dla wszystkich, gdyby WB opuściła UE, nawet jak ona i UE poniosą na tym szkodę, bo inaczej brexitowcy, a za nimi rozwścieczeni nacjonaliści z różnych krajów będą uważali, że UE faktycznie nie można opuścić nawet jakby jakiś kraj chciał to zrobić. Dla tych ludzi UE jest nowym wcieleniem ZSRR, a to jest oczywista nieprawda.

Uważam, że rozpad UE doprowadził by w Europie do nowej wojny rozpętanej przez nacjonalistów z różnych tworzących obecnie Europę krajów, kraików i pomyłek historii. Wszyscy oni mają tak sprzeczne interesy że nie ma siły na świecie, która by je pogodziła. To smutne, że przez kilkadziesiąt lat od II wojny światowej Europa wychowała pokolenie ludzi marzące o jej powtórzeniu.

Foto pochodzi z portalu Pixabay.

środa, 20 lutego 2019

WC kryzys!

Czy tego chcemy, czy nie, to nasza codzienność zdominowana jest przez banalność życia, w tym przez potrzeby fizjologiczne. Z tego powodu łazienka, a zwłaszcza WC to jedno z koniecznych każdemu człowiekowi pomieszczeń i urządzeń. Oczywiście nie dotyczy to Wielkiego Przywódcy w Korei Północnej, który załatwia swoje potrzeby fizjologiczne w inny sposób. Podobnie może być także z pozostałymi wielkimi kreatorami naszej rzeczywistości co rusz skrzącymi świetlanymi myślami.

Jednak, choć WC jest w każdym domu, to chętnych na chwalenie się osiągnięciami w jego użytkowaniu nie ma prawie wcale. Postanowiłem zmienić ten stan rzeczy i opisać poważny kryzys jaki wybuchł w naszej rodzinie z powodu ostatniej awarii WC.

W domu mamy dwie łazienki i ubikacje: na dole domu (główna) i na piętrze (pomocnicza). Muszlą klozetową o strategicznym znaczeniu dla domowników i gości jest ta na dole domu. Uruchomiliśmy ją po dużym remoncie naszego mieszkania dokładnie 20 lat temu, a więc ma ona już swój wiek. Ale tak samo jak drogowcy zimą, a rząd na co dzień, nie byliśmy przygotowani na to, że nagle się zepsuje.

A nie powinniśmy się temu dziwić, bo już wcześniej były pewne niepokojące symptomy świadczące o awarii tego kluczowego w każdym domu punktu. Objawiało się to w postaci pojawiającej się w łazience, nie wiadomo skąd wody. Ale najczęściej winnym tego stanu rzeczy oskarżano mnie jako czołową domową kaczkę chlapiącą się wannie. Nic nie mówiłem, bo w sumie to prawda, ale trochę mnie to dziwiło, bo po kąpieli zawsze skrupulatnie wycierałem rozlaną wodę. Gdy przedstawiłem dowody swej niewinności w tej sprawie, oskarżenie padło na naszego syna, który kąpał się zawsze po mnie.

Ostatnio miałem wolny dzień w pracy i rano smacznie sobie jeszcze spałem, gdy do naszej sypialni weszła moja Lepsza Połowa (wstaje najczęściej wcześniej ode mnie). Przechodząc przez sypialnię, w drodze do naszej łazienki na górze domu powiedziała mi, że na dole zepsuła się ubikacja i nie można z niej korzystać. To wpłynęło ożywczo na moją osobę i natychmiast wstałem aby zapoznać się z problem o jakim zostałem poinformowany. Przy tej okazji dodam, że naprawiania instalacji wodnych szczerze nie cierpię, np. bojlerów, zaworów, rur itp. badziewia, z którego ciągle coś cieknie pomimo uszczelniania i dokręcania.

Oczywiście od razu też poszedłem do naszej dolnej łazienki aby sprawdzić co się dokładnie stało. Niestety mój ogląd potwierdził fakt zepsucia się uszczelek i zaworów w spłuczce przez co woda przeciekała na łazienkę, czego wcześniej wraz z żoną nie zauważyliśmy. Wkrótce wyszły na mnie zimne poty, bo stanąłem przed koniecznością odpowiedzi na pytanie: jak to cholerstwo naprawić?

Nakręcony adrenaliną zjadłem szybkie śniadanie, jak zwykle na bazie warzyw i kawy zbożowej i przystąpiłem do naprawy owej spłuczki. Postanowiłem zrobić to sam, bo przecież mam swoją godność i tym sposobem mogę udowodnić swoją przydatność jako głowa rodziny. Ponadto robiąc tę naprawę samemu zaoszczędzę pieniądze na fachowca, którego zresztą nie było na bliskim horyzoncie.

Pierwszym etapem tej naprawy był demontaż uszkodzonych elementów. Zgodnie z instrukcją dostaną od żony zdemontowałem też deskę klozetową, aby przy tej okazji kupić nową, bo stara nie była już estetyczna. Przy demontażu spłuczki i deski klozetowej oczywiście skaleczyłem się w palce, głównie z powodu nietypowych mocowań tych elementów. Dzięki temu zdobyłem pierwsze krwawe rany na froncie walki z naszym WC.

Zaopatrzony w zepsute elementy udałem się do sklepu sieci „Obi” w pobliskim Zabrzu, aby na ich wzór kupić potrzebne części, a następnie przy ich pomocy naprawić nasze WC. W sklepie tym byłem już o jakiejś 8.15 co zagwarantowało mi brak kolejek i konkurencji ze strony innych klientów. Na miejscu okazało się, że moja stara ubikacja jest wysoce nietypowa (dolne odprowadzanie do kanalizacji, itp.), dlatego nie można do niej dokupić części zamiennych. Generalnie gadka była taka: „Panie, to stary typ. Teraz już takich nie produkują”.

Byłem bardzo zły, że nie mogę kupić brakujących elementów wyposażenia spłuczki, bo tylko to było uszkodzone.  Ale w sumie to typowa sytuacja, że człowiek coś kupuje, wtedy sprzedawcy mówią mu jakie to nowoczesne i cudowne, a za parę lat, na ten sam przedmiot plują  twierdząc, że to przestarzały model i oni pierwszy raz w życiu widzą takie dziadostwo!

W zaistniałych okolicznościach zostałem zmuszony do kupienia nowego kompaktowego WC. Byłem bardzo zły, bo chciałem wymienić tylko uszkodzone elementy w spłuczce i jako bonus dodać sobie nową deskę klozetową, a musiałem kupić pełne nowe WC. Jedynym pocieszeniem był fakt, że akurat sklep dostał znacznie rzadsze kompaktowe modele misek klozetowych i spłuczek z dolnym odprowadzaniem nieczystości tzw. warszawskie i jeszcze dodatkowo – jako nietypowe - były w promocji.

Kupiłem to wszystko i przywiozłem do domu, ale postanowiłem już nie podejmować się przeinstalowania całości, aby nie zrobić szkód większych niż już powstałe. Moja dobrowolna rezygnacja z bycia mistrzem hydrauliki zmusiła mnie do poproszenia o pomoc sąsiada, który jest moją prywatną „złotą rączką” do wszelkich awarii. Sąsiad przyszedł do mnie pod wieczór po pracy i zamontował moje nowe WC. Ciekawe ile lat będzie działało ono bezawaryjnie? Mam nadzieję, że jednak dłużej niż obecne prawicowo-nacjonalistyczne rządy w Polsce czy Izraelu.

Najbardziej bolesnym w całej tej sytuacji, oprócz moich pokaleczonych palców było to, że z powodu tej awarii nasze ciężko zaoszczędzone kilkaset zł poszło się paść do lasu na bezkresnych łąkach kapitalistycznego wyzysku.

W załączniku foto zdewastowanej łazienki z portalu Pixabay.

piątek, 25 stycznia 2019

Smog dusi także w Gliwicach


Tegoroczny styczeń był znacznie bardziej mroźny niż w kilku poprzednich latach. Ludzie więc więcej grzali w piecach, a także dogrzewali się grzejnikami elektrycznymi. W każdym razie na pewno był to jeden z powodów wzrostu zanieczyszczenia powietrza zwłaszcza na południu Polski, w tym także w Gliwicach.

Wraz ze zwiększonym ogrzewaniem domów nastąpiło także znaczące zwiększenie zanieczyszczenia i tak już bardzo zanieczyszczonego powietrza w woj. śląskim. Oczywiście to nie jedyne powody tak drastycznego wzrostu tego zanieczyszczenia, bo w większości generuje go przemysł, a zwłaszcza elektrownie węglowe i samochody.

W każdym razie w ostatnich dniach, czyli w mijającym tygodniu tygodniu (21-25 stycznia 2019 r.) urządzenia pomiarowe odnotowały po raz kolejny na Śląsku i w Małopolsce znaczące stężenie w powietrzu niebezpiecznych substancji o charakterze toksycznym.

Przykładowo na początku tygodnia czujnik w Gliwicach przekraczał 512% dopuszczalnej normy (129 µg/m3) dla stężenia pyłów PM2,5 w powietrzu, natomiast aż 612% (306 µg/m3) dla pyłów PM10. Podobne przekroczenia norm (lub większe odnotowano także w pobliskich miastach: w Rybniku o 789% (dla pyłów PM2,5), w Bytomiu o 444%, Katowicach o 550%, a Bielsku Białej o 633% normy.

Pył PM2,5 to aerozol atmosferyczny czyli innymi słowy pył zawieszony o średnicy do 2,5 µm uznany przez Światową Organizację Zdrowia za najbardziej szkodliwy dla zdrowia człowieka spośród wszystkich innych zanieczyszczeń atmosferycznych. Wdychanie tego pyły powoduje nasilenie astmy, trudności z oddychaniem, osłabia czynności płuc a także zatruwa nasz system krwionośny, bo toksyny te wraz z powietrzem dostają się bezpośrednio do naszego krwioobiegu. To zepsute przez te toksyny powietrze powoduje trudności w oddychaniu, infekuje nasz organizm, osłabia go prowadząc do chorób płuc, zawału serca, udaru mózgu, czyli prowadzi do skrócenia naszego i tak już dość marnego życia.

Na koniec dodam, że Gliwice są na 17 pozycji miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Polsce. Pobliskie Zabrze jest na 13 pozycji tej niesławnej listy, a Katowice na 14 pozycji. Na 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie, aż 36 znajduje się Polsce.

Od pewnego czasu władze ostrzegają ludność przed tym zatrutym powietrzem, ale faktycznie nadal mało robią, aby radykalnie rozwiązać ten problem. Ludziom każą chodzić do pracy i być w pełni aktywnymi i kreatywnymi, kiedy człowiek dosłownie dusi się z braku tlenu. Natomiast w żaden sposób nie rekompensują ludziom chorym kosztów leczenia z powodu życia w krainie intensywnego zagrożenia toksykologicznego.

Foto pochodzi z portalu Pixabay.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Program TVP w okresie PRL (30 XII 1988 do 5 I 1989 r.)



Niektórzy ludzie wspominają z nostalgią okres PRL i ówczesnej telewizji – jak to niby była ona dobra. To oczywiście kłamstwo powstałe na fali nostalgii za własną młodością i urojonymi a nie faktycznymi twardymi danymi. W okresie PRL istniały tylko dwa ogólnodostępne programy telewizyjne: TVP 1 i TVP 2. Oba z nich miały więcej niż skromną ofertę programową. Jedyne z czym można je porównać, to z obecną państwową telewizją północnokoreańską, w której bieda goni kłamstwo i tanią propagandę.

Tymczasem w obecnej „polskiej nędzy” widzowie mają do wyboru do oglądania aż 28 programów telewizyjnych dostępnych w ramach ogólnodostępnej cyfrowej telewizji naziemnej DVB-T. Pogrupowano je w czterech multipleksach tematycznych.

W skład pierwszego multipleksu (MUX 1) wchodzą następujące programy:
TTV, Polo TV, 8 TV, ATM Rozrywka, TV Trwam, TVP ABC, Fokus TV, Stopklatka TV.

W skład drugiego multipleksu (MUX 2) wchodzą następujące programy:
Polsat, Polsat Sport News, TVN, TVN7, TV Puls, TV Puls 2, TV4, TV6.

W skład trzeciego multipleksu (MUX 3) wchodzą następujące programy:
TVP1 HD, TVP2 HD, TVP Info, TVP 3 (Regionalna), TVP Kultura, TVP Rozrywka, TVP Historia, TVP Polonia.

W skład ósmego multipleksu (MUX 8) wchodzą następujące programy:
Metro TV, Zoom TV, Nowa TV, WP1.

Jak z tego widać ilość programów telewizyjnych wzrosła z 2 do 28, a więc o 1300 procent. Ale istotny jest nie tylko sam ten wzrost, ale także znacząca poprawa jakości technicznej i programowej tej telewizji.

Pod względem technicznym telewizja okresu PRL nieustannie borykała się z różnymi zakłóceniami odbioru podczas których wyświetlana była tablica „Przepraszamy za usterki. Za chwilę dalszy ciąg programu”. Drugą zmorą tego okresu były częste w niektórych rejonach kraju przerwy w dostawie energii elektrycznej co skutecznie uniemożliwiało jej odbiór większości pechowcom mieszkającym w takim rejonie. Ja na pewno należałem do takich pechowców, a 20 stopień zasilania była dla mnie codziennością.

Z powodu marnej oferty programowej nigdy nie byłem zbytnim miłośnikiem Telewizji Polskiej okresu PRL. Wolałem czytać książki lub słuchać muzyki z Polskiego Radia. To radio także zresztą miało bardzo skromną ofertę programową.

Także obecnie nie należę do wielkich miłośników telewizji, bo to co jest w niej serwowane, a zwłaszcza w telewizji państwowej woła o pomstę do Nieba. Denerwuje mnie np. to, że w ramach tzw. misji muszę oglądać nieustające programy publicystyczne z udziałem zaproszonych gości, czyli polityków, z których ust płyną coraz to nowe kłamstwa.

Albo zmuszą się mnie do oglądania niezliczonych ilości różnych seriali, z których niektóre są tak idiotyczne, że zastanawiam się Kto jest głupszy: Ci co to nakręcili, czy Ci którzy to oglądają? Przezornie więc praktycznie nie oglądam telewizji, choć ciągle płacę ten ukryty haracz w postaci abonamentu.

Tym nie mniej choćby nie wiem jak oceniał źle obecną telewizję ogólnodostępną (państwową i prywatną), to w porównaniu z okresem PRL i ówczesną telewizją państwową jest ona dosłownie o lata świetlne przed nią pod każdym względem.

Doskonale obrazuje ten stan program telewizyjny z tygodnia Ekran sprzed 30 lat, a dokładniej w okresie sylwestrowym i noworocznym na przełomie 1988 i 1989 r. (od 30 XII 1988 do 5 I 1989 r.). Jak widać z lektury tego programu TVP oferowała w Sylwestra bardziej niż nędzną ofertę filmową: w TVP 1 starą ramotkę „Deszczowa piosenka” z 1952 r. (o godz. 20.30) oraz telewizyjny western z 1984 r. pt. „Wyciągnij broń” (o godz. 2.05). Dwa równie przeciętne filmy oferowała TVP 2: australijski obraz „W blasku słońca” (o godz. 22.20) i francuski film „Klub pokrewnych dusz” (o godz. 0.05). Władza zadbała więc o to, żeby nie trzeba było bezmyślnie gapić się w telewizor, a dobrze bawić się na Sylwestra.

Tak nawiasem mówiąc na Sylwestra 2018/2019 r. mamy w telewizji publicznej do wyboru aż 15 w filmów na różnych kanałach. Są to większości obrazy stosunkowo nowe i ciągle atrakcyjne dla widza. W tej grupie znalazło się wiele komedii m.in. „Rybka zwana Wandą”, „Dziennik Bridget Jones”, „Jak ugryźć 10 milionów”, ale także m.in. thriller sci-fi „”Kula” i western „Prawdziwe męstwo”.

Ogólnie rzecz biorąc w TVP okresu PRL nie serwowano zbyt wielu filmów zachodnich, aby uchronić nas przed zgnilizną kapitalizmu a programy rozrywkowe realizowano wyłącznie przy udziale rodzimych gwiazd, aby było bardziej swojsko i po polsku. W ramach rozwoju intelektualnego mogliśmy też zobaczyć wiele filmów obecnie niedostępnych na naszych ekranach, głównie radzieckich, kazachstańskich itp.

Po jego przeczytaniu tego programu niech się każdy dobrze zastanowi nad tym, co się pamięta, i co się chce pamiętać, a tym co było faktycznie.

wtorek, 25 grudnia 2018

"Dzieła boskie są pełne opatrzności..."

- to początek jednego z ulubionych przeze mnie akapitów dzieła Marka Aureliusza "Rozmyślania". Marek Aureliusz (121-180 r. n.e.) był filozofem (stoikiem) i cesarzem rzymskim w latach 161-180.

W całości ten fragment brzmi tak:

"Dzieła boskie są pełne opatrzności. Ale i w dziełach przypadku widać albo działanie praw natury, albo działanie praw wynikłych z powiązania i splotu faktów, które są dziełem opatrzności. Wszystko stamtąd płynie, ale z tym łączy się konieczność i pożytek całości wszechświata, którego jesteś cząstką. To zaś jest dobre dla każdej cząstki natury, co przynosi z sobą natura wszechświata i co służy do jej zachowania. Czynnikami zaś zachowania świata są i przemiany pierwiastków, i ciał złożonych. To niech ci wystarczy, niech ci zawsze służy jako pewnik. Łaknienie zaś książek precz od siebie rzuć,  byś nie umierał wśród narzekań, lecz spokojnie, a bogom szczerze i serdecznie wdzięczny".

Nad sensem istnienia zastanawiało się wielu filozofów, ale do mnie najbardziej przemawiają właśnie myśli Marka Aureliusza. W przeciwieństwie do wielu innych cesarzy nie wykorzystywał swej ogromnej władzy jedynie dla doczesnych zachcianek i wiele czasu poświęcał na zastanawianie się nad sensem ludzkiego życia i jego zawieszeniem w pustce. Wyzwolenie widział w głębokiej wierze w Dobrą Opatrzność i jej zamysł, mówiący o tym, że to co robi Opatrzność nie może być w swej istocie złe - chyba że Opatrznością jest Bóg Zła.

Każdy kto żyje na tym świecie, a nie został jeszcze ostatecznie pozbawiony resztek rozumu przez  kolejne ideologie i rządy (oraz produkty finansowe nowej generacji) musi zastanowić się na własnym istnieniem. A gdy już to zrobi, jednym pewnym faktem w jego życiu stanie się oczywistość śmierci. Nie ma chyba człowieka, który uświadamiając sobie ten fakt nie odczułby przed nim lęku. Dlatego tak ważne jest, aby pogodzić się ze swoim przeznaczeniem i zachować głęboką ufność w Stwórcę, że nie uczynił naszego życia bezcelowym i pustym.

Foto popiersia Marka Aureliusza pochodzi z Wikipedii.

sobota, 15 grudnia 2018

Muzyka nie jest więc... odbiciem idei, lecz jest odbiciem samej woli...


"Muzyka nie jest więc w żadnym wypadku, tak jak inne sztuki, odbiciem idei, lecz jest odbiciem samej woli, której przedmiotowością są również idee; dlatego właśnie oddziaływanie muzyki jest o tyle silniejsze i dociera głębiej niż oddziaływanie innych sztuk; te bowiem mówią tylko o cieniu, ta zaś o istocie".

Arthur Schopenhauer (1788-1860) - słowo o tym, czym jest muzyka

Foto pochodzi z angielskiej wersji Wikipedii

Dobre słowo od polskiej prawicy na Boże Narodzenie

  Jezus Żydem! Puknij się w czoło ty lewacka kurwo! Jesus is a Jew! Knock yourself on the forehead, you leftist whore!